|
Codzienne myśli faceta w wieku średnim. Czasami nie chciałbym widzieć tego, co widzę. Czasami nie chciałbym czuć tego, co czuję. Ale czy wtedy potrafłbym kochać tak, jak potrafię? Tylko czy jeszcze potrafię?
niedziela, 24 lipca 2011
Trzy tygodnie wspólnego mieszkania i pracy niezbicie dowodzą, że moje starsze pachole jest kosmitą. Sprawy ziemskie generalnie są mało absorbujące a czasami odnoszę wrażenie, że ziemia generalnie nie istnieje a on znajduje się na innej planecie a z pewnością w jakimś kosmosie. Nie wiem na ile wpływają na to jego dziecięce przeżycia, w końcu był jedną nogą po drugiej stronie linii życia a na ile jest to kwestia wieku, ale czasem nie potrafię tego zrozumieć. Ma wyjątkowy talent do brudzenia się. No robota generalnie jest taka więcej brudna. Tylko ja co bym nie robił w życiu nie byłem tak usmoluchany jak on. Jakby go ktoś przeciągnął przez komin w charakterze wyciora. W sumie nie jest może to wielki problem ale z odczyszczeniem tego jest nieco kłopotu. Wracamy do domu, gonię gościa pod prysznic. Wraca, patrzę brudne łapy, gonię go ponownie, wraca - tym razem brudna szyja. Pytam go jak się mył, to mówi, że zapomniał. Idę po tych ablucjach do łazienki, a tam jakby ferma kaczek buszowała w wannie, bo woda znajduje się wszędzie poza wanną. Znaczy mył się intensywnie :), gonię gościa aby ogarnął nieco podłogę, w końcu nie muszę myć nóg nie wchodząc do wanny. I tak mamy wesoło na wielu frontach. Dobry chłopak ale rzeczywistość to coś nieobecnego w jego świecie. Przykłady można by mnożyć. Ale po co. I tak pozostanie moim starszym synem, którego niezależnie od wszystkiego będę kochał. I tym sympatycznym stwierdzeniem do następnego lotu. A teraz ktoś, kto mnie powala swoim głosem na kolana.
poniedziałek, 18 lipca 2011
Dwa tygodnie wspólnego pomieszkiwania z dzięcięciem starszym minęły jak z bicza trzasł. Na razie nie chyba nie zamierza uciekać. Robota też mu się podoba. No dziwne to wszystko. Największe zdziwienie budzi ta sytuacja po rodzinie. Powiedzmy, że słynę z dość twardej ręki wychowawczej a tu tymczasem młody mówi, że mu dobrze, on się nigdzie nie wybiera i w ogóle generalnie to mu nie chce się z nikim gadać. Śmiech na sali. A on wkroczył naraz w świat dorosłych, przestał być traktowany jak dziecko, chociaż ciągle nim jest. Odpowiada mu porąbane towarzystwo przewijające się przez warsztat bo wszyscy traktują go na równi z innymi. Stopniowo dostaje coraz trudniejsze zadania i chociaż brakuje mu czasem siły fizycznej, to stara się jak potrafi. Nie wiem jak długo wytrzyma, jednak ma wakacje i kierat porannego wstawania oraz obowiązku pracy w określonych godzinach odbiera mu wakacje, ale nie pytam go o to. Przyjdzie jego czas, podejmie decyzję. Wczoraj zrobiliśmy sobie dzień filmowy. On obejrzał dwa filmy a ja jeden. Obejrzałem go tak trochę z przypadku. Po prostu włączyłem coś co dostałem. I wg mnie miałem przyjemność obejrzenia świetnego filmu. Jeśli ktoś nie widział to polecam "Love and other drugs" Ja z przyjemnością do niego powrócę, jak pierwszy seans dobre ułoży mi się w głowie. Tym filmowym akcentem na dzisiaj The End
niedziela, 10 lipca 2011
Podobno człowiek cieszy się dwa razy, pierwszy raz jak kupuje samochód, drugi raz jak go sprzedaje. No więc jakoś bardzo się nie cieszyłem sprzedając swój zabytek. Miałem rację. Kupno czegoś nowego, no może lepiej byłoby powiedzieć kolejnego, to gehenna. Zawsze mnie zastanawia ten debilizm sprzedających, którzy myślą, że jak naopowiadają bajek, to samochód stanie się naraz super egzemplarzem a gołym okiem widać, że mamy do czynienia z czymś, czego na złom nie zechcą przyjąć, ze względu na ilość szpachli. Dlaczego to piszę, bo jeden taki debil zorganizował nam wycieczkę bez mała 1000km. Stracony jeden dzień i kasa na paliwo. W zasadzie należałoby delikwenta obciążyć kosztami, tylko jak, to zrobić. Pyska mu przecież nie obiję, bo będę odpowiadał jak za człowieka. Po lekturze mnóstwa ogłoszeń, obejrzeniu kilku parszywców, znalazłem w końcu uczciwego sprzedawcę i z pojazd. Negocjacje cenowe także były pozytywne i tym samym od wczoraj mam czym przemieszczać swój zadek w dość komfortowych warunkach. Muszę znaleźć chwilę na posiedzenie nad zdjęciami co to je obiecałem z wyjazdu weekendowego. Nie wiem co z tego wyjdzie, bo w zasadzie cały czas lało. Nie było więc światła aby to jakoś fajnie uchwycić. Ale sama miejscówka była przednia i z pewnością będę tam chciał powrócić, niekoniecznie już w tak licznej grupie. Cisza, spokój, mili gospodarze, piękna okolica. Wymarzone miejsce do oderwania się od zgiełku i pośpiechu codzienności. Jakby do tego dołączyć miłe damskie towarzystwo z pewnością można zrobić sobie wymarzony weekend. Ale o tym jeszcze pewnie będzie jak obrobię jakieś zdjęcia. Od tygodnia nie mieszkam sam. Stąd nieco zwodniczy tytuł wpisu. Moje starsze dziecko (hihi) postanowiło, że sobie pozaludnia moją kwaterę i popracuje z ojcem w warsztacie. Mamy więc wspólny tydzień za sobą. Chyba udany. Skoro po tygodniu nie chce uciekać a i praca mu jakoś leży, to chyba nie jest tak źle. Mam sporo roboty wychowawczej, ale dajemy radę. Chłopak pomału się zmienia i widać, że coś tam w łepetynie zostaje. Zobaczymy ile wytrzyma ale po tych wakacjach może zacznie być facetem a przestanie być kosmitą. Pewnie z frontu ojciec-syn będą jeszcze relacje. No to z pionierskim pozdrowieniem, czekajcie na łączach.
niedziela, 26 czerwca 2011
Przez przypadek trafiłem na tą perłę polskiej piosenki. Nie ma dzisiaj takich głosów i tekstów. Żal, a to już ponad 31 lat jak jej nie ma.
sobota, 25 czerwca 2011
W moim życiu było wiele samochodów. Mniej lub bardziej trafionych jeśli chodzi o ich cechy. Wczoraj sprzedałem kolejny z nich. Nie potrafię się doliczyć już tych pojazdów. Liczba jakiś czas temu przekroczyła 50. Ale dziwnym sposobem tego sprzedanego wczoraj jakoś mi żal, jak mało którego. Przecież był tak samo brzydki i stary jak ja. Ale był wiernym druhem przez ostatnie dwa lata. Zawsze niezawodny. Dawał pewność, że niezależnie od pogody, pojedzie gdzie mu się każe. I autentycznie mi go szkoda, ale czas był na niego. Z pewnością wiernie posłuży nowej właścicielce. Jej pierwszy samochód, nie musi być piękny a właśnie niezawodny. I tak będzie. Dziwne, że jej się "spodobał" jakkolwiek w jego przypadku to nie brzmi. To trochę metaforyczne. Może i ja znajdę taką nową właścicielkę, dla której karoseria nie będzie ważna. No to wyszło jakoś tak stygmatycznie :). W weekend robi się jakoś nudno bez osoby płci odmiennej. Te moje kolegi, mimo że bardzo przyjazne niekoniecznie są osobnikami odpowiednimi na sobotnie wieczory. Przyszły weekend z pewnością nudny nie będzie. Robię sobie wolny piątek i jadę na odmóżdżającą samochodową imprezę. Ale kwaterę załatwiłem nieziemską. Biorę aparat, to się podzielę zdjęciami, nie będę taki. Będzie gruby chillout. Żeby nie było tak sentymentalnie i rozstaniowo, to w kolejnym tygodniu przybywa do mojego domostwa moje starsze pachole. Jak to określa na obóz kondycyjny. Zobaczymy co z tego naszego wspólnego zamieszkania wyjdzie, jak się dogadamy mieszkając przez jakiś czas razem. Sam nie wiem na jak długo on coś kombinuje. Ale niech tam, damy radę. I tym optymistycznym akcentem do następnego.
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Na żywo znani i lubiani
Netowi przyjaciele
Skrzynka pocztowa
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||