Codzienne myśli faceta w wieku średnim. Czasami nie chciałbym widzieć tego, co widzę. Czasami nie chciałbym czuć tego, co czuję. Ale czy wtedy potrafłbym kochać tak, jak potrafię? Tylko czy jeszcze potrafię?
Nic z tego nie rozumiem, ale znowu wcięło wpis. Cały jeden, bezwzględnie i bez reszty. No cóż. Może dlatego coraz rzadziej mi się chce tu pisać, zniechęca mnie coś takiego. I generalnie admin ma to w d..., nie będę się wyrażał.
Ale ten raz sobie napiszę. Tydzień temu, o tej porze byłem na koncercie w Łodzi. A tak wybrałem się na Andree Bocelli. I jestem absolutnie zachwycony. Chociaż do ostatniego momentu mnie wyczekał. Już myślałem, że po wszystkim, ale przy czwartym bisie poszło to co poniżej. I jeśli ktoś uważa, że muzyką nie można człowieka położyć na łopatki, to jest w głębokim błędzie.
Jakoś znowu mi pożarło wczoraj część wpisu. Ponawiam więc fragment wczorajszy. Robi na mnie wrażenie, tak jak robiła Adele, która zagarnęła większość nagród za zeszły rok. Ale przed tą dziewczynką jeszcze duża przyszłość, ja wam to mówię.
Oj nie było mnie tutaj, nie było. Ale coś tam przyszło mi do głowy, jak zwykle dość nieoczekiwanie i postanowiłem zaspokoić moje grafomaństwo.
Zatem co się zdarzyło przez ten wielomiesięczny czas mej nieobecności? Zdaje się, że coś tam było o ubiegłym lecie, mieszkaniu z moim kosmitą. Mój pierworodny, to twardy gość jak się okazało. Wytrzymał prawie całe wakacje u mnie w fabryce. Był dzielny i twardy. I sprawił chyba zawód całej rodzinie, z moim skromnym wyjątkiem, gdyż wszyscy dawali mu tydzień, góra dwa i że ucieknie od ojca. Ucieknie, z jednej strony zmęczony codzienną pracą a z drugiej zaś będzie pryskał od dość rygorystycznego ojca. No i co? Moje związki z nim dość mocno się zacieśniły. Jakby tu rzec przeszliśmy na zdecydowanie wyższy poziom komunikacji. Zaczęliśmy rozmawiać w zupełnie inny sposób i o zupełnie innych sprawach niż wcześniej. Chyba zaczął dojrzewać. Wzrosła jego ciekawość świata. Chce poznawać jego różne odcienie i smaki. Ciężko to wyjaśnić, ale są to sprawy o których mogę z dumą mówić jako ojciec i jego dociekliwość i rozumienie tego sprawiają mi przyjemność. Wypada mi się cieszyć.
Jeszcze w trakcie wakacji poznałem kobietę. W zasadzie to ona mnie poznała. Dość spora różnica wieku raczej nie rokowała dobrze. Ale okazało się, że lubimy podobnie spędzać czas, bawić się, cieszyć się swoją obecnością. No prawie ideał. Ten prawie ideał poległ po kilku miesiącach z bardzo prozaicznych powodów. Mój sposób myślenia okazał się dla niej, jak określiła archaiczny, za to u mnie narastała niechęć do braku empatii. Zakończyło się dość gwałtownie. Chyba jednak nie jestem stworzony do związku. Mam za sztywny kark i nie lubię się poddawać. No cóż, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. :)
Poza tym, praca, praca, praca. Za tydzień zrobię sobie pierwszy urlop od dwóch lat. Jestem już naprawdę zmęczony. Aha, rozwijam się chyba :), nieoczekiwanie dla siebie utonąłem w muzyce poważnej. Fortepian, który zawsze mnie wkurzał, potrafi we mnie wywołać niesamowite emocje. Zrobiłem sobie malutka kolekcję muzyki poważnej i słucham, zachwycam się, wibruję. Dziwne, tak na stare lata :). Za tydzień jadę na wielki koncert Andrea Bocelli, sam jestem ciekaw, jak na żywo zareaguję na taką muzykę.
Ale żeby nie było, to coś wrzucę muzycznego. Coś starego, co bardzo lubię, bo i muzyka miła dla ucha, film też bardzo lubię a i aktorka bardzo urodziwa :)
Trzy tygodnie wspólnego mieszkania i pracy niezbicie dowodzą, że moje starsze pachole jest kosmitą. Sprawy ziemskie generalnie są mało absorbujące a czasami odnoszę wrażenie, że ziemia generalnie nie istnieje a on znajduje się na innej planecie a z pewnością w jakimś kosmosie. Nie wiem na ile wpływają na to jego dziecięce przeżycia, w końcu był jedną nogą po drugiej stronie linii życia a na ile jest to kwestia wieku, ale czasem nie potrafię tego zrozumieć. Ma wyjątkowy talent do brudzenia się. No robota generalnie jest taka więcej brudna. Tylko ja co bym nie robił w życiu nie byłem tak usmoluchany jak on. Jakby go ktoś przeciągnął przez komin w charakterze wyciora. W sumie nie jest może to wielki problem ale z odczyszczeniem tego jest nieco kłopotu. Wracamy do domu, gonię gościa pod prysznic. Wraca, patrzę brudne łapy, gonię go ponownie, wraca - tym razem brudna szyja. Pytam go jak się mył, to mówi, że zapomniał. Idę po tych ablucjach do łazienki, a tam jakby ferma kaczek buszowała w wannie, bo woda znajduje się wszędzie poza wanną. Znaczy mył się intensywnie :), gonię gościa aby ogarnął nieco podłogę, w końcu nie muszę myć nóg nie wchodząc do wanny. I tak mamy wesoło na wielu frontach. Dobry chłopak ale rzeczywistość to coś nieobecnego w jego świecie. Przykłady można by mnożyć. Ale po co. I tak pozostanie moim starszym synem, którego niezależnie od wszystkiego będę kochał. I tym sympatycznym stwierdzeniem do następnego lotu. A teraz ktoś, kto mnie powala swoim głosem na kolana.
Dwa tygodnie wspólnego pomieszkiwania z dzięcięciem starszym minęły jak z bicza trzasł. Na razie nie chyba nie zamierza uciekać. Robota też mu się podoba. No dziwne to wszystko. Największe zdziwienie budzi ta sytuacja po rodzinie. Powiedzmy, że słynę z dość twardej ręki wychowawczej a tu tymczasem młody mówi, że mu dobrze, on się nigdzie nie wybiera i w ogóle generalnie to mu nie chce się z nikim gadać. Śmiech na sali. A on wkroczył naraz w świat dorosłych, przestał być traktowany jak dziecko, chociaż ciągle nim jest. Odpowiada mu porąbane towarzystwo przewijające się przez warsztat bo wszyscy traktują go na równi z innymi. Stopniowo dostaje coraz trudniejsze zadania i chociaż brakuje mu czasem siły fizycznej, to stara się jak potrafi. Nie wiem jak długo wytrzyma, jednak ma wakacje i kierat porannego wstawania oraz obowiązku pracy w określonych godzinach odbiera mu wakacje, ale nie pytam go o to. Przyjdzie jego czas, podejmie decyzję.
Wczoraj zrobiliśmy sobie dzień filmowy. On obejrzał dwa filmy a ja jeden. Obejrzałem go tak trochę z przypadku. Po prostu włączyłem coś co dostałem. I wg mnie miałem przyjemność obejrzenia świetnego filmu. Jeśli ktoś nie widział to polecam "Love and other drugs" Ja z przyjemnością do niego powrócę, jak pierwszy seans dobre ułoży mi się w głowie. Tym filmowym akcentem na dzisiaj The End